10 stereotypów na temat freelancingu

Jeszcze pracując na etacie często „marzyłam” o przejściu na freelancing. Była to dla mnie pociągająca, ale też nieco przerażająca wizja. Co ciekawe, największe strachy budowałam w sobie głównie przez słuchanie osób, które z freelancingiem nigdy do czynienia nie miały. Miałam też jednak wokół siebie kilka osób, które po przygodzie z freelancingiem z różnych powodów wróciły z powrotem na etat, co wzbudzało mój niepokój.

W Internecie napotkałam się na sporo tekstów omawiających ‚mity na temat freelancingu’ i z kilkoma punktami sama mogłabym polemizować, co skłania mnie do konkluzji, że freelancing to bardzo indywidualna sprawa. To, co dla jednych będzie mitem, dla Ciebie okaże się prawdą, to co dla innych było prawdą, dla Ciebie może być mitem. Na podstawie własnych spostrzeżeń postanowiłam zrobić jednak mały przegląd popularnych stereotypów krążących wokół tego sposobu pracy i nieco je przeanalizować. Co zabawne, jak się przekonacie poniżej, wiele stereotypów wzajemnie się wyklucza!

Freelancer jest w pracy 24/7

Według mnie to częściowo prawda, a częściowo mit. Z jednej strony to wiele osób decyduje się na pracę freelancera właśnie po to, aby tego czasu mieć więcej. Nie marnujesz czasu na dojazdy, co dla wielu osób jest oszczędnością aż około 2h dziennie (np. dla mnie). Nie ma też ustalonych z góry godzin pracy, podczas których musisz odsiedzieć swoje (jak ja to nazywam) ‚dupogodziny’ niezależnie od tego, czy jesteś w danej chwili produktywny, czy totalnie nie masz weny. Na freelance liczy się zrealizowana praca i zadowolony klient. Dla wielu osób oznacza to, że ilość wykonywanej pracy jest wprost proporcjonalna do osiąganych zarobków. W przeciwieństwie do pracy na etacie, gdzie to ilość spędzonych godzin w biurze gwarantuje nam stałą pensję miesięczną, w pracy freelancera umawiamy się na zapłatę za PROJEKT. Dostarczamy więc określone efekty naszej pracy i to za nie się rozliczamy. Ilość nie zawsze jednak oznacza jakość, wszystko zależy od czasochłonności i złożoności danego projektu. Możesz mieć jedno stałe zlecenie w miesiącu, które zagwarantuje Ci dostatnie życie, a możesz mieć 10 mniejszych klientów. Nie ma reguły.

Myślę, że stereotyp freelancera pracującego 24/7 bierze się też stąd, że pracując w ten sposób budujesz jednak własną markę, a nie czyjąś. Siłą rzeczy więcej czasu spędzasz myśląc o kierunku, w którym chcesz rozwijać działalność. Wydaje mi się, że to nic złego jeśli lubisz to co robisz (a zakładam, że tak, jeśli ubierasz to we własną działalność), ale dobrze jest znaleźć sposoby na totalne odłączenie.

Pracując z domu nic nie robisz

Często członkom rodziny i domownikom dzielącym przestrzeń z osobą pracującą na freelance wydaje się, że jeżeli ktoś pracuje z domu to w godzinach pracy będzie miał czas na wszystko inne, np. sprzątanie, gotowanie, wyjście na zakupy. Takim przeświadczeniem kierują się często osoby ze starszego pokolenia, dla których model pracy zdalnej to coś nowego, choć zaskakująco często spotykam się też z takim podejściem wśród młodych osób.

No bo przecież byłaś w domu to mogłaś to zrobić – no tak, tylko że dla freelancerów dom to też biuro, a przecież gdy jesteśmy w biurze to nie możemy sobie pozwolić na wyskoczenie na zakupy czy gotowanie. Oczywiście w życiu freelancera mogą być takie dni, kiedy faktycznie ma w ciągu dnia czas na inne rzeczy poza pracą. Może właśnie stąd wynikają te nieporozumienia – osobom z zewnątrz wydaje się, że jeżeli ktoś raz czy dwa pozwolił sobie na ‚okienko’ w godzinach pracy, oznacza to, że zawsze może odłożyć pracę i na zawołanie zając się innymi rzeczami.

W rzeczywistości to freelancer rozplanowuje swoją pracę według intensywności danego tygodnia i ilości zleceń, które ma zrealizować i to tylko on może zadecydować, czy danego dnia może pozwolić sobie na dodatkowe zajęcia w godzinach pracy czy nie, a także kiedy te godziny pracy obowiązują. Jeżeli freelancer mieszka pod jednym dachem z osobami, które nie do końca rozumieją ten koncept, ważne jest, aby głośno i jasno komunikować swoje godziny pracy danego tygodnia czy dnia.

Freelancer nie ma wakacji

To znowu taki punkt, którzy jedni freelancerzy mogą potwierdzić, a inni zanegować. Większość jednak zapewne zgodzi się, że wszystko zależy od uzgodnienia i dobrego rozplanowania pracy. Jedni mogą mieć akurat moment, w którym nie mają zbyt wielu zleceń i to dobra chwila do wykorzystania na urlop. Inni mają regularne zobowiązania zawodowe, z których muszą co miesiąc wywiązywać się tak samo. Jeżeli jednak chcą w danym miesiącu wybrać się na urlop, mogą swoją pracę rozplanować tak, aby przed wyjazdem dostarczyć klientowi wykonany projekt. Może to oznaczać większość ilość pracy przed wyjazdem, ale wszystko zależy od relacji z klientem i wzajemnej umowy. W przypadku stałych zleceń i w sytuacji, gdy projekt może być dostarczony przed urlopem, pomimo wyjazdu freelancer dostanie taką samą kwotę, jak wtedy gdy przepracował cały miesiąc.

Są też freelancerzy, którzy pracują na stałe dla jednego klienta. Takim przykładem jestem aktualnie ja – tzn. pracuję dla międzynarodowej agencji marketingowej, która zatrudnia 100% zdalnie. Firmy, które ‚zatrudniają’ zdalnych pracowników, a raczej współpracują na stałe z freelancerami traktują ich jako swoich pracowników. Istnieje więc umowna ilość urlopu, który te osoby mogą wykorzystywać, dokładnie tak, jak gdyby pracowali na etacie. Mimo, że współpracujemy na zasadzie B2B (firma z firmą), zobowiązałam się do określonej ilości czasu miesięcznie spędzanego dla tego klienta i mam zapewnione pewne przywileje, jak np. 30 dni płatnego urlopu (15 dni zwykłego urlopu + 10 dni świąt w ciągu roku + 5 dni chorobowych). Nie jest więc tak, że freelancer nie ma wakacji.

Freelancer jest ciągle na wakacjach

To kolejna zupełnie sprzeczna z poprzednią teoria, według której freelancer jest ciągle na wakacjach. Trochę związana jest ona z powszechnym mitem tego, że praca z domu oznacza nic nierobienie. Tutaj jednak chciałabym poruszyć nieco inny aspekt freelancingu, a mianowicie osoby, które decydują się swoją pracę wykonywać z podróży, czyli – jak się ich określa – digital nomads, cyfrowi nomadzi. To osoby, które nie pracują z jednego stałego miejsca, a wykorzystują swoją lokalizacyjną niezależność, do tego, aby zabrać swoją pracę ze sobą w świat i ten kawałek świata poznać.

Oczywiście nie zawsze jest to możliwe, ale jeśli nie masz w życiu poważnych zobowiązań, a do wykonania swojej pracy potrzebujesz tylko komputera, dobrego łącza internetowego (i oczywiście swojej wiedzy), nie powinno to stanowić problemu. W takiej sytuacji robisz dokładnie to samo co wcześniej, tylko z różnych miejsc. Klienta zazwyczaj nie interesuje to, skąd wykonujesz swoją pracę, o ile wykonujesz ją dobrze i na czas. Niektórym może się wydawać, że osoba, która jest stale w podróży najprawdopodobniej jest na ciągłych wakacjach, jednak można zarabiać robiąc dokładnie to samo zarówno w biurze, w domu, jak i na drugim końcu świata na Bali.

Freelancer nie ma stabilizacji finansowej

Ten punkt znowu może być bardzo subiektywny. Wszystko zależy od tego, jak sobie ten freelance poukładamy. Na początku możesz wykonywać kilka projektów, które przyniosą Ci jednorazowe pieniądze. Może się jednak zdarzyć, że znajdziesz klienta, który będzie potrzebował Twoich usług przez dłuższy okres czasu i będzie od Ciebie oczekiwał pewnej dyspozycji regularnie, za czym idą określone kwoty wpływające co miesiąc na Twoje konto. W przypadku długoterminowych współprac masz więc stabilizację finansową, wiesz czego oczekiwać i nie musisz starać się o nowych klientów.

Wiele osób powtarzało mi przed założeniem działalności, że brak umowy o pracę pozbawi mnie poczucia bezpieczeństwa i właśnie tej stabilności finansowej. Co za bujda! Uważam, że to przestarzały model, który może i dawał poczucie bezpieczeństwa w czasach kiedy w jednym „zakładzie” pracowało się 20 lat, ale te czasy minęły. To „poczucie bezpieczeństwa”, to nic innego jak złudna strefa komfortu. Sama przekonałam się o tym wielokrotnie pracując w firmach na „umowę o pracę”, gdzie pracownicy etatowi zwalniani byli bez żadnego uprzedzenia, a ostatnia firma, w której pracowałam na etacie została rozwiązana niemal z dnia na dzień. Owszem, w takiej sytuacji chroni Cię prawo pracy i masz dodatkowy płatny miesiąc, ale czy to daje Ci aż takie poczucie stabilizacji? Czy nie lepiej móc zarobić więcej na freelance i odłożyć sobie oszczędności na wypadek ‚przestoju’ w pracy?

Freelancer nie może zaplanować swojego tygodnia

Spotkałam się z opinią, że jeżeli ktoś jest freelancerem to nigdy nie wie nad czym będzie pracował w ciągu tygodnia i kiedy mu coś „wpadnie”. Być może są takie przypadki, kiedy zgłasza się do nas nowy klient i potrzebuje coś „na gwałt”, ale to od Ciebie zależy czy podejmiesz się takiego zlecenia i czy masz na to czas. Ja zazwyczaj preferuję współpracę, którą mogę lepiej zaplanować, również dlatego, że mojej pracy nie da się zrealizować na gwałt, bo działania inbound marketingowe wymagają dobrego zaplanowania i wypracowania strategii razem z klientem.

Freelancer musi ciągle walczyć o zlecenia

Jeżeli przechodzimy z etatu do freelancingu z dnia na dzień to może zdarzyć się tak, że będziemy musieli o te zlecenia powalczyć. Jednak zazwyczaj jednak jest to jakiś proces, często zanim zaczniemy własną działalność to zaczynamy od zleceń dodatkowych „po pracy”, które mogą przejść w stałą współpracę w momencie gdy założymy działalność. Z czasem kiedy wyrobimy sobie swoją markę, klienci często polecają nas dalej i to oni się do nas zgłaszają, a nie odwrotnie. Poza tym warto poświęcić trochę czasu na podpromowanie własnej marki i tutaj właśnie inbound marketing daje świetne narzędzia, których wdrożenie do naszego biznesu pomoże potencjalnym klientom odnaleźć nas, a nie odwrotnie.

Freelancer nie ma kontaktu z ludźmi

Przyznam, że zanim poznałam od kuchni jak wygląda praca freelancera, zastanawiałam się, czy nie będzie brakowało mi porannych ploteczek w biurze przy kawce, które są często nieodłącznym elementem życia biurowego. Nigdy nie byłam osobą, która szczególnie się w tym pławiła, no ale powiedzmy, że czasami był to miły początek dnia. Lubię jednak pracować w skupieniu i nie lubię mieć narzuconego towarzystwa. Okazało się też, że mam więcej kontaktów z ludźmi, niż bym się tego spodziewała – tak jak wspominałam współpracuję z agencją marketingową zatrudniającą ludzi na całym świecie 100% zdalnie. Znamy się więc z innymi osobami współpracującymi z tą firmą w taki sposób, są to ludzie z różnych krajów i kultur, z którymi bardzo często w ciągu dnia muszę obgadywać różne projekty i z którymi wspólnie pracujemy nad jakimiś zadaniami. Zdarzyło się nam nawet kilkukrotnie spotkać na żywo podczas wyprawy służbowej w ramach realizacji jednego z projektów. Przyznam, że takie doświadczenie jest dla mnie niezwykle cenne i sprawia, że nie czuję się więc odosobniona ani trochę. Tak jak wspomniałam jest to jednak subiektywna ocena i zdaję sobie sprawę, że są osoby, które lepiej czują się w biurowym gwarze wokół siebie i mając koło siebie ciągle osoby, z którymi będą rozmawiać.

Freelancer robi tylko to, co kocha

Mimo bajkowej wizji przejścia z etatu na freelancing w celu robieniu tego czego się kocha, muszę zaznaczyć, że to nie jest w 100% prawda. Jeśli kochasz to, na czym zarabiasz to faktycznie większość czasu będziesz poświęcać właśnie temu, ale rozkręcając swoją działalność wiele rzeczy na początku będziesz robić samemu. Często na starcie nie mamy wystarczającej ilości środków finansowych do zainwestowania w np. profesjonalną stronę internetową czy asystentkę, która ogarnie wszystkie papiery, a więc spędzamy też czas na rzeczach, które „same się nie ogarną”, a są jakby poboczną częścią Twojej działalności. Taki urok bycia na swoim!

Freelancer nie ma szefa

To prawda, mając działalność nie masz nad sobą ‚szefa’ w standardowym rozumieniu tego słowa. To Ty jesteś swoim szefem, szczególnie, jeśli sprzedajesz swój gotowy produkt. Jeśli jednak oferujesz usługi wymagające współpracy z klientem, takie jak działania marketingowe, grafiki, programowanie to Twój klient, dla którego wykonujesz projekt jest decydentem. Nie jest on co prawda Twoim szefem, ale jest osobą, która zapłaci Ci za wykonane usługi. Jest więc naturalne, że ma określone oczekiwania, które podejmujesz się spełnić przyjmując zlecenie. Nie masz więc nad sobą szefa, ale współpracujesz z osobami, które będą wyrażać swój zachwyt lub ewentualne niezadowolenie z Twojej pracy.

Podsumowanie

Nie da się całkowicie przygotować do freelancingu w oparciu o czyjeś doświadczenia. To, co dla innych okazuje się wadą, dla Ciebie może okazać się zaletą i na odwrót.  Ile osób, tyle doświadczeń i nie każdy kto zostaje freelancerem będzie z takiej zmiany zadowolony. Wszystko to zależy od rodzaju wykonywanej pracy, usposobienia, charakteru, predyspozycji i wielu innych czynników. Oczywiście zanim podejmie się tego rodzaju pracy, dobrze jest poczytać o doświadczeniach innych ludzi i o tym, na co się przygotować. Po jakimś czasie będziesz w stanie na własnej skórze ocenić co lubisz, a co nie, co działa w Twoim przypadku, a co wymaga lekkich zmian.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s