Czy introwertyk może mieć własny biznes? 13 pytań do Natalii Bednarczyk z Pixels Factory

W ramach projektu creativita będą pojawiać się tu wywiady z inspirującymi osobami, które zdecydowały się na krok, jakim jest własna działalność i zarabianie na tym, co się lubi. Moim pierwszym gościem jest Natalia, założycielka Pixels Factory, w której realizuje swoje graficzne marzenia i uczy, jak budować wizerunek marki. Natalia zajmuje się web designem, identyfikacją marki i projektami do druku. Trafiłam na Natalię przy okazji śledzenia Pani Swojego Czasu, dla której Natalia rysuje świetne notatki wizualne, tworzy projekt książki, organizery i nie tylko. Później przejrzałam stronę Pixels Factory i oprócz samych projektów, spodobały mi się dwie rzeczy:

 

Agnieszka: Kiedy zaczęłaś działać jako Pixels Factory? Długo do tego dojrzewałaś?

Natalia: W czerwcu 2014. Dosyć długo, bo o własnym biznesie marzyłam już wiele lat wcześniej. Co prawda przez te lata robiłam małe kroczki, które miały mnie do tego biznesu przybliżyć, jednak tak na poważnie zaczęłam o tym myśleć mniej więcej w połowie 2013 roku.

A: Opowiesz jak to się zaczęło i co robiłaś wcześniej? (jeśli pracowałaś wcześniej na etat, opowiedz co skłoniło Cię do przejścia na ‘własne’)

N: Od czasów nastoletnich, czyli od kiedy zaczęłam myśleć o tym, co chcę robić w przyszłości, czułam, że praca na etacie nie jest dla mnie. Mimo że nie miałam pojęcia, jak to jest być etatowcem (bo niby skąd miałam to wiedzieć :) ), to wymyśliłam sobie, że zrobię co w mojej mocy, żeby nigdy się na tym etacie nie znaleźć. Udało mi się to i nigdy nie pracowałam na etat, nigdy nie miałam więc etapu przejścia z etatu na własny biznes.

Miałam za to taki cel, żeby wszystko, co robię, przybliżało mnie do bycia grafikiem „na swoim”. Chciałam mieć jak najwięcej do czynienia z pracą twórczą, żeby wycisnąć z niej ile się da na przyszłość – przed Pixelami pracowałam więc jako podwykonawca, przede wszystkim projektując strony www, miałam także przygodę z fotografią. Przez krótki czas byłam też pomocnicą… w księgowości :) To totalnie nie moja bajka, jednak własny biznes to także te mniej twórcze kwestie – podatki, ZUS-y, umowy – więc z perspektywy czasu myślę, że warto było liznąć tego tematu :)

A: Założyłaś Pixels Factory i… zlecenia się posypały czy musiałaś powalczyć o klientów?

N: Oj, nie posypały się. Przeszłam etap, kiedy przez długie tygodnie nie miałam ani jednego zlecenia czy telefonu od kogokolwiek, kto chciałby mi coś zlecić. Przyznaję się, że miałam wtedy myśli czy cały ten biznes ma sens. Chłonęłam jednak jak gąbka historie osób, które także to przeszły, ale nie poddały się i ich biznesy nie tylko przetrwały, ale też „nabrały rumieńców”. No i zaczęły zarabiać. To mnie stawiało „za warkoczyk do pionu” i dawało powera, żeby uciec od czarnych myśli i wycisnąć z tego trudniejszego etapu, ile się da – uczyć się, rozbudowywać portfolio, budować relacje, np. na facebookowych grupach. Starałam się nie patrzeć na to jak na „walkę o klientów”, tylko pokazanie się światu.

A: Czego bałaś się najbardziej przed założeniem działalności?

N: Bardzo, ale to bardzo bałam się tego, że mój introwertyzm i nieśmiałość będą przeszkodą nie do przeskoczenia, przez którą posypie się cały mój biznes i marzenia o tym, żeby pracować na swoim i na swoje nazwisko.

Miałam też tzw. „syndrom oszusta” (brak wiary w swoją wiedzę i zdolności) i bałam się, że cały świat zobaczy, że tak naprawdę, to nic nie potrafię. „Syndrom oszusta” to coś, co może bardzo hamować w rozkręcaniu biznesu, na szczęście w porę kazałam temu oszustowi siedzieć cicho ;)

A: Oj tak, nawet ostatnio rozmawiałam o tym z moją siostrą, która wspomniała o wywiadzie z jedną bardzo znaną dziennikarką BBC /zamierzam uzupełnić o nazwisko/, która mimo wielu lat bogatego doświadczenia powiedziała w jednym z wywiadów, że do dzisiaj często boi się, że ludzie pomyślą, że ona nic nie wie, nie umie. Osoba, która przeprowadzała na żywo setki wywiadów z politykami, liderami, znanymi osobami. Zastanawiam się, skąd się to bierze i jak w rezultacie sobie z tym poradzić. Jak Ty się z tym uporałaś?

N: Takim pierwszym bodźcem było moje odkrycie, że coś takiego jak „syndrom oszusta” istnieje i zamęcza nie tylko mnie ;) Dotarło do mnie, że to tylko głos w mojej głowie i nie mogę dać mu się przegadać!

Zaczęłam bardziej przyglądać się sobie w momentach, w których oszust się odzywa i dociekać czy NAPRAWDĘ tego czy tamtego nie umiem (a jeśli tak, to jak mogę się tego nauczyć?), czy to tylko brednia, którą podpowiada mi moja głowa. W tym dociekaniu pomaga mi przeważnie przejrzenie moich projektów, które lubię i przeczytanie pozytywnych opinii, które dostałam od klientów – chodzi o to, żeby „omieść wzrokiem” wszystko to, co do tej pory osiągnęłam i zapytać samą siebie czy według mnie to NAPRAWDĘ jest nic? Lubię sobie pogadać sama ze sobą i uzmysłowić sobie, że wiem i umiem wiele, a tego, czego nie umiem, mogę się nauczyć. I nie jest to przerażające, a pasjonujące, bo nauka = rozwój, a ja lubię się rozwijać.

Robię, co mogę, żeby nigdy, przenigdy nie porównywać się z innymi – to tylko nakręca oszusta i daje mu do ręki argumenty, że jestem beznadziejna ;) Nauczyłam się też, żeby NIGDY nie myśleć, że osiągnęłam coś, bo miałam fart. Fart nie zaprojektował za mnie niczego, więc byłoby to kolejne bzdurne kłamstwo oszusta :)

A: W swojej pracy współpracowałam z wieloma grafikami i wiem, że pomimo że to zawód mocno kreatywny, powiedzenie klient nasz Pan, czy klient płaci i wymaga często sprawiają, że z wizji grafika w ostatecznym wyglądzie projektu niewiele zostało. Masz tak, aby powiedzieć klientowi NIE?

N: Ja mam złotych klientów! Wszyscy bez wyjątku są bardzo otwarci na to, co mam im do powiedzenia. Myślę, że wiedzą, że chcę dla ich projektu jak najlepiej, więc nie „walczą” ze mną. Mają też masę świetnych pomysłów, inspiracji i często z burzy mózgów pomiędzy mną a klientami biorą się „smaczki”, które nie tylko nie psują projektu, ale są też taką… „wisienką na torcie”, która dodaje projektowi tego „czegoś”.

To sławne „klient nasz pan” znam z czasów, kiedy pracowałam jako podwykonawca, teraz to już na szczęście tylko mgliste wspomnienie :)

A: Bardzo spodobało mi się, że przez określone miesiące w roku prowadzisz zapisy na projekty, a pewne miesiące są ‘zamknięte’. W ten sposób planujesz sobie pracę w ciągu roku? Jak to wygląda w praktyce? (off: przyznam, że zainspirowałaś mnie tą metodą, którą zamierzam przetestować na mojej stronie jak tylko ruszę z komunikowaniem usług :))

O, jak miło! :D

U mnie to było tak, że chciałam uniknąć takich momentów, w których muszę włączyć „turbodoładowanie”, żeby wyrobić się z projektem, bo za rogiem czeka już kolejny, który umówiłam kilka miesięcy wcześniej. Projekty, w szczególności te większe, żyją trochę własnym życiem i bywa, że bardzo trudno jest mi z góry przewidzieć, ile czasu potrwa praca przy nich. Wolę dać sobie zapas tego czasu, żeby móc skoncentrować się na kliencie w 100%, bez nerwówki, że goni mnie kolejny projekt.

W praktyce wygląda to tak, że co jakiś czas umawiam projekty na 2-3 miesiące do przodu. Bywa, że jest to kilka projektów, a bywa że tylko jeden większy.

A: Skąd czerpiesz inspiracje do swojej pracy i jak radzisz sobie z momentami ‘blokady artystycznej’ czy ‘brakiem weny’ (jeśli takie masz)? :)

Oj, mam :D Jak chyba każdy :) Inspiracje czerpię zewsząd – z fotografii, obrazów, książek, filmów, z miejsc takich jak Pinterest czy Behance, z muzyki. Muzyka to dla mnie taka recepta na blokadę twórczą, która nie ma sobie równych. Kiedy brakuje mi weny, to na jakiś czas odrywam się od pracy, słucham muzyki, śpiewam (choć nie umiem ;) ), tańczę i blokada puszcza.

A: Ja radzę sobie podobnie, dokładam jeszcze szkicowanie i bieganie. A jak wygląda Twój ‘dzień pracy’?

N: Przeróżnie. Mam takie dni, w których pracuję po kilka godzin, mam też takie, w których goni mnie albo deadline, albo wena i pracuję od rana do wieczora :) Nie mam z góry narzuconych godzin pracy, dopasowuję sobie pracę do danego dnia i do siebie.

A: Co robi Natalia kiedy nie projektuje graficznie? (‘po godzinach’)

N: Próbuje wypracować sobie work-life balance :) Nie jest to takie proste, kiedy własny biznes to nie tylko „work”, bo wziął się z wielu pasji i trudno jest te pasje traktować jako pracę. To, co kiedyś było odskocznią – pisanie, fotografia, rysunek – teraz jest w mniejszym lub większym stopniu elementem tej układanki, jaką jest budowanie mojej marki i biznesu. Próbując wypracować sobie ten balans pomiędzy pracą a życiem prywatnym szukam odskoczni w innych rzeczach, które lubię i kocham, a które z moim biznesem nie mają nic wspólnego. Kocham tańczyć, pływać, czytać, kocham też język hiszpański, choć od jakiegoś czasu trochę trudno mi znaleźć na niego wolną chwilę. Spędzam też czas z bliskimi osobami, no i z kotami, na punkcie których mam hopla :) A kiedy od czasu do czasu potrzebuję takiego totalnego resetu, to leżę zakopana pod kocem i kotem, i oglądam seriale ;)

A: Co poradziłabyś osobom, które są na etacie ale marzą ‘o przejściu na swoje’? Od czego powinny wg Ciebie zacząć?

N: Tak jak już pisałam, moje doświadczenie z etatem jest zerowe, więc nie czuję się na siłach, żeby coś komuś w tym temacie poradzić. Myślę jednak, że priorytetem jest zbudowanie sobie poduszki finansowej, żeby dać sobie czas na przetrwanie tego początkowego, trudnego etapu, kiedy rozkręca się biznes, klientów jest jak na lekarstwo i bywa, że bez tej poduszki nie ma się wyjścia i trzeba biznes zamknąć szybciej niż się go otworzyło.

A: Wspominałaś na swoim blogu, że jednym z ‘projektów marzeń’ było zaprojektowanie okładki. Zrobiłaś to! Regularnie projektujesz też coraz to nowe materiały dla Pani Swojego Czasu. Jaki byłby Twój kolejny wymarzony projekt?

N: Pierwsza przychodzi mi na myśl okładka płyty jakiegoś wykonawcy, którego lubię :) Muzyczne projekty to coś, w czym jeszcze nie maczałam swoich palców i bardzo bym chciała pójść w tym kierunku :)

A: Co Cię ostatnio zainspirowało kreatywnie, co poleciłabyś czytelnikom creativita? (książka, wywiad, piosenka, podcast, film)

N: Lubię poszukiwać inspiracji w dziedzinach innych niż grafika – daje mi to taki twórczy impuls, pobudza wyobraźnię, a jednocześnie nie muszę się martwić, że mogłabym mimowolnie zagalopować się i przekroczyć granicę między inspiracją a kradzieżą (w temacie twórczej kradzieży – zerknijcie do książki „Twórcza kradzież. 10 przykazań kreatywności” Austina Kleona, który pokazuje, jak „coverować” pomysły innych twórców i daje tym twórczego kopa :) ).

Moją inspiracją „na gorąco” jest materiał, na który natknęłam się dziś i który na kilka minut mnie zahipnotyzował: „Jim Carrey: I Needed Color”.

Ostatnimi czasy inspiruje mnie sketchnoting – jego lekkość, zabawa kolorami, kształtami, odręczną typografią. Numerem 1 w moich sketchnotingowych inspiracjach jest Agata Jakuszko :)

Lubię też inspirować się malarzami czy ilustratorami. W ostatnich dniach kreatywnego kopniaka dały mi prace Olgi Szczechowskiej.

Czymś, co inspiruje mnie zawsze i wszędzie, jest muzyka. Lubię się zanurzyć w kreatywnej, muzycznej energii, to pozwala mi „przewietrzyć” głowę i nakręca wenę twórczą. Kocham islandzkie klimaty i w islandzkiej muzyce (Sigur Rós, Low Roar czy Björk) odnajduję całe morze inspiracji. Muzyka ta inspiruje mnie w szczególności wtedy, kiedy rysuję i fotografuję dla samej siebie :) Taką inspiracją do tworzenia „do szuflady” jest też dla mnie Halina Poświatowska – ubóstwiam ją i jej wiersze, a ostatnio odkrywam je na nowo.

 

A: Też jestem fanką islandzkich klimatów muzycznych więc w pełni rozumiem! Dziękuję za gościnę na creativita!

N: Bardzo mi miło, że mogłam zagościć na Twoim blogu, dziękuję pięknie za zaproszenie :)

Reklamy

One thought on “Czy introwertyk może mieć własny biznes? 13 pytań do Natalii Bednarczyk z Pixels Factory

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s