Strefa komfortu vs. praca „na swoim”

Dużo się mówi ostatnio o strefie komfortu i „pokonywaniu własnych granic”. To, co dla innych wydaje się szczytem aspiracji i kolejnym celem do osiągnięcia, dla Ciebie może okazać się sytuacją, w której czujesz się w niej jak pączek w maśle. A może wręcz przeciwnie, coś Cię tam uwiera, mimo, że jest dobrze i teoretycznie nie ma na co narzekać?

Strefa komfortu to stan, w którym poruszamy się w obrębie znanych nam warunków, struktur, granic i emocji. Generalnie wiemy czego się spodziewać, znamy teren, po którym stąpamy, a czynności, które wykonujemy są dla już dla nas tak naturalne, a często wręcz nawykowe, że wydaje nam się, że nic już nie może nas zaskoczyć i wszystko mamy pod kontrolą. Siedzimy sobie w takiej bezpiecznej bańce. Dla jednych to często synonim bezpieczeństwa, dla innych synonim nudy, stagnacji, a nawet regresu.

Po co wychodzić poza strefę komfortu?

Tyle obecnie słyszy się na temat konieczności pokonywania własnych granic, że dla mnie osobiście hasło to stało się już nieco wyświechtane i górnolotnie. Samo w sobie niewiele znaczy. Znaczenia nabiera dopiero kiedy na własnej skórze poczujemy, że przekraczamy znane nam granice. Często towarzyszą temu mieszane uczucia łączące strach, ciekawość, przyjemny i zarazem niewygodny dreszczyk emocji.  OK, ale po co to wszystko?
3 główne powody, które ja dostrzegam:

Powód 1: Nowe doświadczenia. Ciekawość, chęć poznawania nowych rzeczy, doświadczania nowych chwil to dla mnie główny powód. Nie chodzi o popadanie w skrajności i rzucenie wszystkiego co się zbudowało dotychczas, a o ciągłe próbowanie (nawet małych) nowych rzeczy, wychodzenie poza ścieżki, którymi zawsze chadzamy. To nas rozwija, poszerza nasze horyzonty. Przy okazji możemy dowiedzieć się o sobie zupełnie nowych rzeczy (jakkolwiek górnolotnie to nie brzmi), udowodnić sobie, że możemy więcej niż nam się wydawało. Jeśli sam argument doświadczania Cię nie przekonuje, pomyśl, czy pod koniec swojego życia nie byłoby fajnie mieć więcej wspomnień i historii do opowiedzenia?

Powód 2: Mieszkając w bańce, w końcu zabraknie powietrza.  Gdy wciąż krążymy wokół znanych nam rzeczy, tworzymy wokół siebie taką bańkę, która przeobrazić się może w stagnację. Jasne, dobrze mieć swoje (zdrowe) nawyki, rytuały i przyzwyczajenia, ale jeśli codzienność kompletnie przestaje nas zaskakiwać, a każdy jej element staje się przewidywalny, to co wnosimy do swojego życia? Jak rozwijać relacje z bliskimi, rozwój zawodowy? Skoro nic nas już nie ekscytuje, w końcu i my przestajemy być ekscytujący.

Powód 3: Nowe perspektywy. Z własnego doświadczenia zauważyłam, że gdy zdecydowałam się na jakąś zmianę w jednym obszarze życia, lawinowo otwierały się nowe, nieoczekiwane perspektywy w innych obszarach. Pamiętasz film YES MAN? Główny bohater grany przez Jim’a Carrey’a był krnąbrnym i nieszczęśliwym gościem w średnim wieku, którego nic nie mogło już zaskoczyć, aż pewnego dnia postanowił przez następny rok mówić TAK na wszystkie okazje, które go spotykały.

 

Czym jest wyjście ze strefy komfortu w kontekście zawodowym?

Dla mnie decyzja o zmianie stylu pracy była sporym skokiem w nieznane. Nie wiedziałam, czego dokładnie się spodziewać się i długo się wahałam zanim podjęłam decyzję. Właściwie pewnie nigdy nie nadszedłby „odpowiedni moment” na założenie własnej działalności i zrezygnowanie z tradycyjnego etatu, gdyby nie inne okoliczności życiowe, które pchnęły mnie ku temu. Mimo, że od dawna chciałam to zrobić, nigdy wcześniej nie miałam na to odwagi!

Czym może być wyjście ze strefy komfortu w kontekście zawodowym dla innych?

  1. Zmiana pracy na bardziej wymagającą, odpowiedzialną i wymagającą dokształcenia się.
  2.  Zmiana branży, w której pracujemy (np. zawsze pracowaliśmy w marketingu dla firm IT a teraz zaczynamy pracę w marketingu dla branży kosmetycznej).
  3. Kompletna zmiana zawodu (tzw. przebranżowienie się z marketingowca w programistę – znam takie przypadki!)
  4. Poprowadzenie kompletnie nowego projektu (w ramach obecnego stanowiska).
  5. Rozmowa z szefem na temat podwyżki / awansu.
  6. Rozpoczęcie pracy z zagranicznymi klientami / partnerami, praca w nowym języku.
  7. Wyjazdy służbowe do nowych miejsc
  8. Przemawianie publiczne, gdy nie mamy z tym doświadczenia
  9. Porzucenie etatu i rozpoczęcie własnej firmy, pracy zdalnej, czy freelance!
  10. …Wszystko to co nowe, w czym nie mamy doświadczenia, a mówimy temu TAK!

Moje wyjścia ze strefy komfortu od kiedy jestem ‚na swoim’

Zanim zmieniłam model pracy na własną działalność i pracę zdalną, wydawało mi się, że największym wyzwaniem z tym związanym będzie stawienie czoła myśleniu o opłatach, ZUSach, podatkach i oczywiście temu, że trzeba samemu powalczyć o klientów. Na początku bałam się braku poczucia stabilności finansowej i niewiadomej z tym związanej. Z drugiej strony miałam też w głowie wyobrażenie, że taki model pracy będzie (poza aspektami wymienionymi wyżej) komfortową bańką, w której będę mogła pracować jak chcę i kiedy chcę. Poniekąd tak jest, ale z czasem moja sytuacja okazała się przynieść zupełnie inne niespodziewane wyzwania, które wielokrotnie pchnęły mnie ku wyjściu poza własną strefę komfortu. Oto kilka z nich:

  1. Praca w 99% w języku angielskim – czułam się dość komfortowo z moim językiem angielskim bo używam go w domu, ale wcześniej zawodowo wykorzystywałam go raczej okazjonalnie, a przede wszystkim – nie jestem native speaker więc na początku nieco się tego obawiałam. Okazało się jednak, że większość osób, z którymi współpracuję nie jest native speakerami i nie powinno to być kompleksem, najważniejsze jest w rezultacie to jak to wpływa na komunikację z innymi.
  2. Udział w wideokonferencjach z ludźmi z różnych części świata – teraz gdy to piszę nie postrzegam tego jako żadne wyzwanie bo jest to część mojej codziennej pracy, ale pamiętam swój stres przed pierwszą taką konferencją…
  3. Podróże do innych krajów w celu spotkania ludzi, których nigdy wcześniej nie spotkałam (współpracowników, klientów) – najlepszy punkt! Moment kiedy spotykasz na żywo ludzi, z którymi współpracowałeś zdalnie od kilku miesięcy i znasz ich ‚ze Skype’. Ciekawe uczucie!
  4. Zarządzanie pracą zespołu 100% zdalnego rozmieszczonego w różnych częściach świata – choćbym nie wiem ile lat doświadczenia mała w zarządzaniu zespołem stacjonarnym, zarządzanie zdalnych zespołem to jednak coś innego. Wciąż się tego uczę, popełniam błędy i rozwijam w tej sferze.
  5. Projekty i obowiązki, z którymi wcześniej nie miałam styczności

Dla niektórych osób te rzeczy mogą wydawać chlebem powszednim, podczas gdy dla kogoś innego to inna bajka. Dla mnie były to momenty stopniowego przełamywania własnych barier. I właśnie o to w tym chodzi, żeby na swoich granicach się skupić, a nie porównywać się do innych. Większość z tych punktów, które okazały się dla mnie w danej chwili wyjściem poza strefę komfortu to reakcja łańcuchowa i lawina zdarzeń i okazji, które wyniknęły z powiedzenia TAK jednej możliwości w przeszłości. I mimo, że czasami w tych sytuacjach myślałam sobie matko, co ja tu właściwie robię?, to potem, gdy poradziłam sobie z sytuacją, stało się to jednym z doświadczeń w kolekcji moich przeżyć. A im więcej razy się powtarzają, tym bardziej komfortowo się z nimi czuję i przestają być już dla mnie wyzwaniami, co oznacza tylko jedno: trzeba szukać nowych!

***

 

A co dla Was jest granicami, których boicie się przekroczyć? A może właśnie pokonaliście jedną z nich? Pochwalcie się w komentarzu!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s